Odplyneli rano z Helsinek do Talina. O 16.00 zadzwonili: auto rozlecialo sie pod Ryga - ta regenerowana czesc nie wytrzymala. Ktos z Polski musi po nich przyjechac i ich sholowac. Nie maja juz kasy, nie ma kto przyjechac. Auto zapakowane na full, ciezkie jak cholera. Dupa wielka.
Pol godziny pozniej okazalo sie, ze duch w narodzie nie zginal!!
Rodzice mieli dzikiego farta. Zepsuli sie obok polskiego tira. Facet zobaczyl, ze maja problem i... zabral ich do srodka, razem z autem, bo mial pusta przyczepe. Nie mieli jak wjechac, bo tir wysoki, a nie mial podjazdu - 10 osob wpychalo saxo po deseczkach, ale sie udalo!! Reszte drogi przebyli w komfortowych warunkach za symboliczne pieniadze.
Sa juz w domu, cali i zdrowi. Saxo w warsztacie. W koncu mozna odetchnac.